Strony

This blog was created as an attempt to document our trip to South East Asia. The initial intention was to travel for at least a few months but the reality turned out to be less generous: the four of us are going for merely 4 weeks and we’ll probably only get a little bite of what we’d initially dreamt of seeing. But hey, we’re going to the other side of the world and we’re going to make the absolute most of it. Setting off from Edinburgh, Scotland, at the end of October 2011 we have an outline of an itinerary, no in-depth planning nor booking, except for the first night. Having a list of places we would like to visit and things we would like to do, we’ll be going with the flow. The author of the blog hasn’t yet informed all the participants of the journey that they feature in the blog and is hoping to surprise them once we get there.

Mapa podróży


View SEA adventure in a larger map

wtorek, 31 stycznia 2012

Urywki z życia codziennego makaków malezyjskich

Kolekcja naszych nagrań z wyjazdu jest bardzo rozległa. Jak się okazało jednym z najczęściej filmowanych motywów jest azjatycka fauna. Poniżej znajdują się dwa urywki z życia dzikich makaków, żyjących na malezyjskim półwyspie Penang.

Klip pierwszy: higiena osobista


Ten mały osobnik wie, że nic złego mu się nie może stać, skoro opiekuje się nim mama.

piątek, 9 grudnia 2011

Wspomnienia

Teraz pozostały nam już tylko zdjęcia i wspomnienia (ach, ten zapach duriana...). I o ile zdjęciami technicznie jestem w stanie się z czytelnikami podzielić, czynię to zresztą bardzo chetnie,  o tyle oddanie zapachu przy obecnie dostępnych technologiach przekazu jest niemożliwe (przynajmniej jeszcze nie). Może najpierw wytłumaczenie, czym durian w ogóle jest. Otóż durian to owoc, pochodzący z Azji Południowo-Wschodniej. Mimo słodkiego smaku brak jego popularności w Europie można prawdopodobnie wytłumaczyć wonią, jaką wydziela. Niektórzy przyrównują ją do zapachu rozkładających się na ulicy w trzydziestostopniwym upale śmieci, inni to zapachu fermentującego sera. Zapach ten jest, obiektywnie ujmując, tak przykry, że do wielu miejsc, chociażby szpitali czy hosteli, durian ma kategoryczny i oficjalny zakaz wstępu (albo wnosu)!

durian

słoń w przebraniu duriana - parada słoni, Singapur

piątek, 18 listopada 2011

Singapur

Każda przygoda musi się kiedyś skończyć i kres naszej nadejść miał niebawem. Ostatnim etapem naszej podróży miał być Singapur, najczystsze, ponoć, i najprzyjemniejsze miejsce w tej części kontynentu. Singapur jest państwem-miastem położonym na najbardziej południowym krańcu Półwyspu Malajskiego. Informując turystów o swojej historii, chociażby w muzeach, Singapur lubi snuć opowieści o swoich średniowiecznych osadach na styku kultur i szlaków handlowych, mimo, że tak naprawdę Singapur-miasto zostało założone na początku XIX wieku jako brytyjska placówka handlowa przez niejakiego Stamforda Rafflesa. Później stała się brytyjską kolonią i w końcu brytyjską bazą wojskową po to, by w przyłączyć się do Federacji Malezyjskiej. Ostatecznie bycie częścią Malezji za bardzo się Singapurowi nie opłacało i w końcu, w latach 60-tych z federacji tej wystąpił, by stać się niepodległym państwem.

Jakże różni się współczesny Singapur od obrazów z przeszłości; obrazów, jaki ukazują filmy, chociażby „Piraci z Karaibów”! Ci chińscy pół-niewolnicy pracujący przy rozładunku towarów w porcie, czy żyjący w głębokiej nędzy rikszarze to już odległa przeszłość.


A to właśnie pomnik upamiętniający chińskich XIX -wiecznych robotników, znanych szerzej jako coolies
Oczom spragnionego orientalnych doznań turysty ukazuje się czysta i nowoczesna metropolia, dla której typową zabudową jest drapacz chmur, a najpopularniejszą rozrywką są zakupy, i to nie u byle kogo, bo o Pradę, czy Gucciego można zahaczyć na każdym niemal kroku, za bardzo się o to nie starając, bo w byle przejściu podziemnym prowadzącym na drugą stronę ulicy. Liczba centrów handlowych i malli w Singapurze jest mi nieznana, ale mam wrażenie, że jest to główny filar tamtejszej gospodarki. Drugim jest prawdopodobnie turystyka.
Singapur - tradycja wyparta przez nowoczesność
Singapur jest szokująco nowoczesnym miejscem. Kolejne drapacze chmur powstają jak grzyby po deszczu. We wrześniu 2011 udostępniono balkon widokowy Sky Park (byliśmy tam 2 miesiące po otwarciu! pachniało świeżością:) ) Sky Park to budynek w kształcie łodzi, niesionej, przez 3 budynki, zwane Marina Bay Sands.
SkyPark
widok z góry
Widok na miasto ze SkyPark
Singapur jest jednym z najbogatszych państw na świecie, z trzecim co do wysokości PKB per capita (wg MFW w 2010). Wyjątkowo też lubi kontrolować życie swoich obywateli: pilnuje, żeby ceny alkoholu i papierosów były wybitnie wysokie, żeby odstraszyć potencjalnych nabywców, nie zezwala na spożycie gumy do życia na swoim terytorium (wypluta mogłaby zapaskudzić ichniejsze chodniki), srogo karze za posiadanie narkotyków, zaś śmiercią karze ich przemyt. Żeby skutecznie zniechęcić do hazardu słono każe płacić swoim obywatelom za wstęp do kasyn (turyści wchodzą za darmo). Poza tym władze Singapuru są dumne z tego, że uczyniły kraj najdroższym na świecie, w kwestii posiadania samochodu. Żeby w Singapurze móc prowadzić, trzeba najpierw wylicytować licencję, tzn zaoferować za nią państwu jak najwięcej pieniędzy; liczba licencji jest ograniczona. Singapur stosuje również na posiadaczy pojazdów naciski, żeby wymieniać je najdalej co 10 lat. Warto też wspomnieć o bardzo sprawnym i nie bardzo tanim elektronicznym systemie pobierania opłat za korzystanie z dróg. To może skutecznie zniechęcić do prowadzenia samochodów. Uwaga – alternatywą nie jest chodzenie!

Chodzenie po ulicach (miast!!!) w Azji Południowo-Wschodniej jest bardzo utrudnione przez brak chodników, czyli trochę tak jak w Ameryce... Przechodzenie przez jezdnię to już natomiast sport ekstremalny! Panuje tam coś, co przypomina prawo dżungli - piesi nie mają praktycznie żadnych praw, bo są mniejsi, słabsi i nie posiadają powłoki ochronnej w postaci karoserii, w związku z powyższym ich prawa jako uczestników ruchu nie będą respektowane. Zielone światło dla pieszych? Kogo to obchodzi!?
Pieszym nie pozostaje więc nic innego jak tylko opracować własny system wymuszania własnego prawa do przejścia na drugą stronę. Prawo dżungli obowiązuje również w odniesieniu do kolejek; silne łokcie to podstawa! Ale jak ktoś pochodzi z Polski jest w stanie do dwóch wyżej wymienionych sytuacji przystosować się o wiele szybciej niż na przykład, gdy pochodzi się z Wysp Brytyjskich ;)
Co do drakońskich kar odnośnie narkotyków: czyżby to chęć zapobieżenia nieszczęściom społecznym doby kolonializmu? Kiedy Singapur był kolonią brytyjską, rząd brytyjski czerpał wielkie zyski z uprawy opium, zaś szerokie jego spożycie wśród tamtejszej ludności nie było tępione, a wręcz przeciwnie. Ocenia się, że w latach największej świetności w XIX wieku od opium w Singapurze uzależniona była większość populacji – od bogatszych warstw społeczeństwa po biedotę. O szkodliwości nałogu powszechnie wiadomo, więc nie ma tu co jej wspominać  – nałóg szczególnie krzywdził biedotę, np. chińskich emigrantów, którzy pracując w nieludzko ciężkich warunkach uciekali się do opium, jako środka kojącego bóle fizyczne i  tęsknoty duchowe.  Nałóg przemieniał ludzi w chodzące widma, wydzierając ich zdobyty ciężką pracą zarobek i wysysając z nich żywego ducha. Ciekawą ilustrację zjawiska przedstawia Muzeum Cywilizacji Azjatyckich (Asian Civilisations Museum). Polecam, szczególnie miłośnikom historii, etnologii i dziedzinom pokrewnym.

W kompleksie mieści się ekskluzywny hotel z basenem na dachu, olbrzymie centra handlowe z drogimi butikami, kina, lodowisko czy chociażby największe na świecie kasyno. Widok na miasto z tarasu widokowego Sky Park jest bezcenny, zwłaszcza po zmierzchu, kiedy miasto rozbłyska milionami świateł.

Widok na miasto ze SkyPark - wersja dzienna
Dla zmęczonego chodzeniem po betonowej dżungli turysty świetnym miejscem odpoczynku jest Fort Canning Park – zielone wzgórze w sercu betonowej dżungli, gdzie mieszczą się stare świątynie i bujnie zielone ogrody.
Chodząc ulicami Singapuru nie można nie zdawać sobie sprawy z tego, że metropolia ta została wybudowana w wykarczowanej dżungli. Jej pozostałości widać chociażby w niezwykłej urody i niespotykanej bujności singapurskim ogrodzie botanicznym.
betonowa dżungla, widok z Fort Canning Park

Pomnik Szopena w singapurskim ogrodzie botanicznym, podarowany Singapurowi przez Ambasadę Polsk
Orchard Road to raj dla miłośników zakupów, coś w rodzaju londyńskiego Oxford Street, ale na skalę o wiele potężniejszą. Nie ma chyba sieci tekstyliów, która nie miałaby swojego sklepu w jednym z malli przy Orchard Road... 
Zszokowała nas również wszechobecność wyczekiwania na święta Bożego Narodzenia (jakie Boże Narodzenie – nazwijmy rzeczy po imieniu – Christmas!) w Singapurze, jakby nie było – bardziej muzułmańskim, buddyjskim i hinduskim niż chrześcijańskim. Poza tym choinki, podświetlane renifery z saniami przy trzydziestostopniowym upale, oraz kolędy traktujące o białym śniegu, kiedy wilgotność powietrza przekracza 90%, a z człowieka leje się strumieniami pot, był dla bohaterów bloga elementem głębokiego surrealizmu. Nie ma co ukrywać – Christmas in Singapore is bigger than Christmas in London! Nasza europejska cywilizacja lata świetności ma już dawno za sobą. Czas się z tym pogodzić.

Boże Narodzenie w wersji singapurskiej
tym razem nie choinka, a jedna ze świątyń hinduskich
Chinatown
Chinatown

Chinatown
Chinatown, toalety

Ostatni nasz dzień w Singapurze spędziliśmy na wyspie Sentosa, na której, oprócz boskiej plaży, Siloso, mieszą się parki rozrywki,m.in Universal.

Plaża Siloso na wyspie Sentosa, u wybrzeży Singapuru
turyści na wyspie Sentosa

czwartek, 17 listopada 2011

Melaka

Niegdyś jeden z głównych międzynarodowych portów handlowych w tej części świata, później kolonia ówczesnych potęg europejskich, które przyczyniły się do jej stopniowego upadku; ostatnio nieco zapomniane, ale urocze miasteczko położone w cieśninie, łączącej Morze Andamańskie z Morzem Południowochińskim… 

Centrum historyczne miasta obejmuje wzgórze Św. Pawła, na którym znajdują się ruiny fortecy portugalskiej… (Portugalczycy, którzy podbili Melakę w XVI wieku wybudowali ogólnie wiele fortec i murów obronnych) od tego czasu wiele się zmieniło: morze odsunęło się znacząco od miasta, a Portugalczycy zostali siłą wyparci przez Holendrów. Holendrzy zaś, których półtora wieczne rządy skupiły się na odnowie portugalskich fortec, kontynuowali z kolei zgubną dla portu politykę cłową, która sprawiła, że dla handlu morskiego bardziej korzystnymi miejscami od Melaki stały się jednak Penang i Singapur; o Melace już nikt poważnie w tych kategoriach nie myślał pod koniec ich rządów. Gdy Holendrów wyparli Brytyjczycy, nie było już co ratować - kolonia stała się tak mało znaczącą, że stanowiła ciężar dla samych kolonizatorów. Niemniej jednak wprowadzili oni nowy system administracyjny i przemalowali miasto na czerwono – bo to w końcu bardziej praktyczny kolor od ascetycznej holenderskiej bieli, i mniej się brudzi…

pozostałości potugalskiej fortecy na piewszym planie, na drugim zaś kościół zbudowany przez Holendrów i przemalowany na czewono przez Brytyjczyków
A przecież kiedyś było tak pięknie – w Melace przedportugalskiej kwitł handel i władano ponoć 84 językami – kospomopolityzm pełną gębą! Niegdyś świetnie prosperujący port hinduski, prosperujący jeszcze lepiej po przyjęciu islamu, dzięki kontaktom arabskim, był obowiązkowym punktem zahaczenia dla floty Cheng Ho, chińskiego podróżnika i odkrywcy, który zdaniem niektórych (G.Menzies), m.in. odkrył Amerykę przed Kolumbem. W przypuszczeniach tych jest prawdopodobnie wiele przesady, nie ulega jednak wątpliwości, że flota Cheng Ho biła na łeb i szyję floty ówczesnych europejskich mocarstw, zaś niefortunna sytuacja polityczna w Chinach sprawiła, że to nie Chiny, lecz Europa, dominowały na morzach świata przez kolejne pół tysiąca lat. Pamięć po Cheng Ho jest jednak skrzętnie pielęgnowana przez chińską diasporę w Melace. W Chinatown można się natknąć na muzeum Cheng Ho i niesamowitych walorów estetycznych parzalnię herbaty nazwaną jego imieniem (oba mieszczą się w kilkusetletnich historycznych budynkach).
Największa świątynia buddyjska w Chinatown w Melaka

parzalnia herbaty Cheng Ho

parzalnia herbaty Cheng Ho, wejście

chińszczyzna...

ulice Chinatown
Chinatown
Co to Portugalczyków – nie wszyscy opuścili Melakę po podboju holenderskim – wielu (w przeciwieństwie do Holendrów po podboju brytyjskim) zostało, kultywując swój język, tradycję i religię, aż po dzień dzisiejszy. Jedną z atrakcji turystycznych jest wioska portugalska, znajdująca się ok. 5 km od centrum Melaki, którą zamieszkują potomkowie XVI-wiecznych osadników potugalskich, nieco wymieszanych z ludnością autochtoniczną. 


Spacer wzdłuż rzeki

riksze są jedną z atrakcji turystycznych Melaki

replika pałacu sułtańskiego, zbudowana bez użycia gwoździ

niedziela, 13 listopada 2011

Kuala Lumpur

Kolejna zmiana planów:  zrezygnowaliśmy z wyjazdu do Taman Nagara, ze względu na panujące tam deszcze i nieco wszcześniej wyruszyliśmy do Kuala Lumpur. Oto, co tam widzieliśmy...
Petronas Towers i uczestnicy wyprawy - początek pory deszczowej w Malezji
 O ile w Tajlandii natrafiliśmy na samą końcówkę pory deszczowej, o tyle w Malezji dopiero się ona rozpoczynała i czasami potrafiła ona przypomnieć o sobie z konkretną intensywnością. Deszczem przywitało nas, między innymi, Kuala Lumpur. Przygodę z tym miastem rozpoczęliśmy od Jalan Petaling (Petaling Street), czyli kręgosłupa tamtejszego Chinatown.  Petaling Street słynie z tego, że oferuje wszystkie ekskluzywne marki świata, w przystęnej cenie - równowartości zaledwie kilku dorarów i w wersji "prawie" oryginalnej. Właśnie "prawie"....
Oczywiście, jak w przypadku każdego Chinatown - to w Kuala Lumpur jest gastronomiczną mekką turystyczną. 
Jest również mekką dla wszelkiego pokroju miłośników zakupów (do kórych autorka bloga akurat nie należy). 
Centra handlowe w Kuala Lumpur imponują wielkością. Jednym z ciekawszch jest kilkunastopiętrowe Berjaya Times Square, na którego piątym piętrze znajudje się wesołe miasteczko z prawdziwego zdarzenie, wyposażone w Roller Coaster!


roller coaster na piątym piętrze centrum handlowego Times Square
kilkunastopiętrowe centrum handlowe Berjaya Times Square w Kuala Lumpur
Lew strzegący wejścia do Times Square, najpopularniejszego centrum handlowego w KL. W tle: wszechobecny Starbucks
Kuala Lumpur orzymało status miasta dopiero w latach 70-tych, ale od tego czasu stało się globalną metropolią. Symbolem miasta są dwie niezwykle forogeniczne bliźniacze wieże, Pertonas Towers. Podczas naszej wizyty były wprawdzie remontowane i nie mogliśmy wjachać na ich szczyty, ale wjechaliśmy za to na najwyższą Kuala Lumpur Tower, o chudej łodydze i bulwiastej kupule na jej szczycie.

KL Tower
Widok z wieży KL po zmierzchu
Petronas Towers, symbol miasta
Petronas Towers
Petronas Towers nocą
Sercem starego miasta, a zarazem najczęściej fotografowanym miejscem w Kuala Lumpur jest Merdeka Square, czy Plac Niepodległości.
Merdeka Square
Jeżeli kogoś zmęczy miejski skwar może udać się do Jaskiń Batu, znajdujących się na północy miasta (podróż pociągiem trwa jakieś pół godziny). Do jaskiniach tych prowadzą tysiące stopni, przy których stoi ponad 40-metrowa pomalowany na złoty kolor posąg hinduskiego boga Murugana. We wnętrzach jaskiń
mieszczą się hinduskie świątynie hinduskie, wokół nich natomiast, a czasami bezwstydnie po ołarzach, biegają makaki, wyrywające od czasu do czasu, wedle uznanie jedzenie i butelki z rąk turystów.

wejście do jaskiń Batu
Makak z młodym, jaskinie Batu

Jaskinie Batu